czwartek, 19 września 2013

Zmiana ramówki, Post Scriptum by S2 ♀

A kiedy nadejdzie deszcz
Nad zadymioną Małopolskę
Ruszą nad wodę Ojcowie
polietylenowym wojskiem

Nad brzegiem staną i nocą
Wiosłami w kamienie łomocąc
Zanim do snu złożą skroń
Zaryczy różowy koń: Wiosła w dłoń!

Na zawsze kiedy pada deszcz
niech zapamięta każdy leszcz
ze i po Ciebie z bożą pomocą
nocą do drzwi załomocą
W mokrej robocie biegli
Chirurdzy pegli.









środa, 18 września 2013

Zmiana ramówki





W związku ze spadkiem oglądalności odcinek pilot nowego serialu pt. „Chirurdzy pegla” został nadany w paśmie wieczorno-nocnym zamiast w stałym  terminie audycji śniadaniowej.  Niski budżet produkcji  zaowocował odcięciem nam nawet dziennego światła ale reżyser był na to świetnie przygotowany. 



Fabuła  „Chirurgów Pegla ” oparta znanym schemacie nie pozostawia wiele miejsca dla wyobraźni. Tytułowi Chirurdzy niczym sztab NATO precyzyjnie uderzają w miejsca szczytowania wodowskazów niezależnie od temperatury czy pory dnia lub nocy... Niestety większość gwiazd odmówiła występu tłumacząc się zobowiązaniami zawodowymi  i w obrazie wystąpili jedynie OJ  i  OP, a miejscem akcji była popularna, zwłaszcza na wiosnę „Banditka”.




piątek, 9 sierpnia 2013

Najcieplejszy dzień w roku

To był podobno najcieplejszy dzień w roku, temperatura nie pozostała bez wpływu na przepływ prądu między neuronami ojców, którzy akurat nie chłodzą się w Norwegii. Spowodowało to zachowania dziwne, niektórzy mówią że ocierające się o patologię.





 









 













A może poprostu wzieliśmy sobie do serca część artykułu z sierpnia 1999 powołującego się na  guru Kena Whitinga, którego filmy każdy z nas puszcza dzieciom zamiast Reksia: "[...] Whiting advises boaters not to spend too much time on whiz-bang rescue techniques like Z-Drags and rope traverse setups, but to concentrate  instead on some really basic, hands-on experience. 'Paddlers should swim in moving water with their gear on. [...]' That kind of basic practice adds immeasurably to  the development of safety judgment.  'How often do we actually jump in a river and feel the power of even moderate current? How often do we really practice throwing and catching a rescue rope?' Whiting asks. [...]"

http://www.canoekayak.com/vault/whygreatpaddlersdie/

FatH!

piątek, 2 sierpnia 2013

Lody w Tyrolu

W ostatnich dniach lipca, Konik znudzony brakiem odpowiedniej ilości wody w lokalnym wodopoju, postanowił wybrać się na wycieczkę tam, gdzie na jej braki nie wolno narzekać. Chwilowy niepokój zasiany kilka dni przed wycieczką informacjami, że w Tyrolu wody albo nie ma, albo wylewa się z korytka, został uspokojony szybkim rzutem oka na aplikację Kayak Gauges. W piątkowy wieczór, mieszanina Ojców, Ojców Pretendentów, OiS, OSB i Ptasi-Konika wyruszyła w trasę.

Wycieczka rozpoczęła się wizytą nad Melachem, począwszy od Gries, poprzez szybki postój nad kamienistym i szybko płynącym korytem w Sellrain, a kończąc kilka kilometrów dalej. W sumie 600 m zbiegu w dół na 11 km długości.

Po zaspokojeniu pierwszego pragnienia Konik postanowił wybrać się na lody w okolice Innsbrucka. Okazało się, że ciężarówka "Family Frost" przyjeżdża w okolice Ruetzbachu późnym wieczorem, co też zostało skrzętnie wykorzystane. Radości Konika nie zakłóciła nawet awantura z lokalnym koniuszym, twierdzącym że w okolicach elektrowni nie wolno ani parkować ani nawet skakać przez ogrodzenie.

Ruetzschlucht
Klotzkatarakt

Już częściowo zaspokojony, Konik postanowił jechać bardziej na zachód, próbując nieco bardziej wyrafinowanych smaków na Pitzbachu, pamiętając aby lody z Pitztal jeść rano, zanim się zbytnio roztopią (roztopione robią się dość ciężkostrawne), oraz wypoczywając wieczorem nad Rosanną.











Kitzgartenschlucht
Ritzenried

Na koniec, już mocno zmęczony, w drodze powrotnej Konik zatrzymał się popluskać w okolicach Lofer.

Ihaaaaa

Trójkombinacja





czwartek, 25 lipca 2013

Pożegnanie OJ♀


W dwa dni po "tej nocy" wszelkie bojówki FatH zebrały się w orszaku żegnającym na wieki OJ♀, który drugiego lipca został DOP♀ czyli Dumnym Ojcem Podwójnym ♀.



Biegowy orszak złożony ze wszystkich frakcji i bojówek niespiesznie przemieszczał się od gospody do gospody Bulwarami Wiślanymi na Błonia i z powrotem, uczciwie zatrzymując się przy każdym punkcie z płynami regenerującymi. Toasty za zdrowie MP♀ i dopiero narodzoną Tolę wznoszono szampanem za 5,49 PLN ale nie tylko.


Wydaje się że zarówno ich jakość jak i ilość gwarantuje zdrowie Mamie i Toli. Dystans ponad 10 km, za to czas bliski limitom wielu maratonów. W programie mieliśmy wszelkie możliwe gry i zabawy, w tym football amerykański paczką pieluch rozmiaru "0", zderzenia z rowerzystami i na koniec wizyta bohatera wieczoru na komisariacie w związku z jazdą rowerem "damką" po prawdopodonie najmniej uczęszczanej ulicy Krakowa w "stanie pobiegowym".



Symboliczną klamrą okaże się pewnie pożegnanie na rok roweru i wpis do rejestru skazanych.

FatH

piątek, 14 czerwca 2013

Śniadania w deszczu


Po słonecznych smakach Piemontu i Styrii wczesnoporanne śniadania smakują nieco gorzej niż kiedyś. Zwłaszcza że zazwyczaj są zimne i żeby się na nie załapać trzeba wstać jeszcze po ciemku. Tym niemniej , coś jeść trzeba a śniadanie to podobno najważniejszy posiłek dnia.  




Ostatnio podawano nieźle doprawioną Kamienicę po gorczańsku ( z niem. Gorcische Steinbach)  i jajecznicę na Koninie (PferdefleischRührei). Ta ostatnia nieco mdła. Następnym razem trzeba sie tam wybrać  z piłą albo znów obnieść pierwszy banior. W wejściu leży pokaźnych rozmiarów drzewo wywrócone z korzeniami. Przy HW może być szansa na przepłynięcie ponad nim.

Na szczęście wychodzi słońce, kolejne śniadanie  poprosimy do łóżka, nie wcześniej niż o 8.

FatH !

wtorek, 4 czerwca 2013

A’ la carte, czyli hołd Bachusowi

Uczta ta, jak każde długo wyczekiwane święto rozpoczęła się w naszych głowach na długo przed zobaczeniem menu. Ustalanie listy gości poszło dośc szybko. Bachus czekał nie będzie. Obok OiS, WW, OŻJ♀+, OJ♂, OP, pojawili sie Ojciec Pio(k) i Ojciec Cieśla(k).

 



ANTIPASTI

W piątek sala bankietowa rozbłysła pochodniami, a w sobotni poranek w ramach antipasto pojawił sie na stole jak zawsze fantatstyczny dość tłusty „Untertalbach po styryjsku”. Wczesniej nadworny kucharz próbował nas namówić na przysmaki kuchni salzburskiej ale wszystko wydawało się dość stare i mało pożywne. Konik stał w dworskich stajniach pod opieka profesjonalnego mastalerza przed pełnym obroku żłobem.






Chwilę później, choć nie bez komplikacji, podano drobiazgi kuchni wschodniego Tyrolu w postaci Kalser i Defferggenbachu w sosie własnym. Wyborne połączenie składników, choć ich proporcje nieco zaburzone i na niesłychanie zimnym i mokrym talerzu.



PRIMI PIATTI

Kuchnia północnych Alp, choc niezła, ustępuje smakom dopieszczonym przez słońce południa i w tym kierunku ruszył Szef Kuchni nie szczędząc wina i wody. Piemonckie specjały: Mastallone, Egua, Gronda, Sermenzina i Sermenza. Wszystko pełne i obfite niczym Flora z obrazu  mieszkającego kiedyś w pobliskiej Wenecji Tycjana. Do tego rubaszne żarty przechodzące w niewybredny rechot i opowieśći o podszczypywaniu dzierlatek w pobliskich winnicach dostarczających nam w hurtowych ilościach Barbera Piemonte i Montepulciano d’Abruzzo. Z najniższych półek sklepu rzecz jasna.













SECONDI

Nasyceni i zadowoleni czekaliśmy czekaliśmy na rozwój sytuacji. Kuchnia okolic Lago di Maggiore, choć wiedzieliśmy, że pikantna, pozostawała dla nas kompletnie nieznana. Wybór padł na Stronę. Danie wyborne pod warunkiem że wiadomo co, jak i kiedy pomieszac. Prawdopodobnie nie jesteśmy jedyni, którzy wybrali złe składniki skoro autor przewodnika po tym regionie pisze,że Strona oferuje fantastyczne pływanie, pod warunkiem, że wiesz gdzie na nią zejść. Miejsce które my wybraliśmy spowodowało że większość tego wybornego dania spożylismy w marszu z kajakiem na ramieniu. Taki włoski McDrive, ale z pięknymi widokami 




DOLCI, CAFE

Kolejne specialita della casa okolic Lago di Maggiore to słodkości w kanionach San Bernardino i Cannobino. Choć wszyscy uwielbiamy słodkośći, deser ledwie dziubnęlismy, odkładając na bok co twardsze orzeszki...





Fantastyczna uczta zakończona długą drogą do domu utwierdziła nas w przekonaniu że mamy tam jeszcze do spróbowania wiele smaków i z pewnością sa one warte kilkanastu godzin w samochodzie w każda stronę.




FatH!