W ostatnich dniach lipca,
Konik znudzony brakiem odpowiedniej ilości wody w lokalnym wodopoju, postanowił wybrać się na wycieczkę tam, gdzie na jej braki nie wolno narzekać. Chwilowy niepokój zasiany kilka dni przed wycieczką informacjami, że w Tyrolu wody albo nie ma, albo wylewa się z korytka, został uspokojony szybkim rzutem oka na aplikację
Kayak Gauges. W piątkowy wieczór, mieszanina Ojców, Ojców Pretendentów, OiS, OSB i Ptasi-Konika wyruszyła w trasę.
Wycieczka rozpoczęła się wizytą nad
Melachem, począwszy od Gries, poprzez szybki postój nad kamienistym i szybko płynącym korytem w Sellrain, a kończąc kilka kilometrów dalej. W sumie 600 m zbiegu w dół na 11 km długości.
Po zaspokojeniu pierwszego pragnienia
Konik postanowił wybrać się na lody w okolice Innsbrucka. Okazało się, że ciężarówka "Family Frost" przyjeżdża w okolice
Ruetzbachu późnym wieczorem, co też zostało skrzętnie wykorzystane. Radości Konika nie zakłóciła nawet awantura z lokalnym koniuszym, twierdzącym że w okolicach elektrowni nie wolno ani parkować ani nawet skakać przez ogrodzenie.
.JPG) |
| Ruetzschlucht |
.JPG) |
| Klotzkatarakt |
Już częściowo zaspokojony,
Konik postanowił jechać bardziej na zachód, próbując nieco bardziej wyrafinowanych smaków na
Pitzbachu, pamiętając aby lody z Pitztal jeść rano, zanim się zbytnio roztopią (roztopione robią się dość ciężkostrawne), oraz wypoczywając wieczorem nad
Rosanną.
 |
| Kitzgartenschlucht |
.JPG) |
| Ritzenried |
Na koniec, już mocno zmęczony, w drodze powrotnej
Konik zatrzymał się popluskać w
okolicach Lofer.
Ihaaaaa
.JPG) |
| Trójkombinacja |